niedziela, 11 marca 2012

Tanio nie znaczy źle

Media zasypują nas wiadomościami o kryzysie. Ceny w sklepach bezustannie wzrastają. Moim zdaniem wielokrotnie dochodzi do sporej przesady.
Doskonale pamiętam czasy, kiedy bluzkę w sieciówkach takich jak H&M, Pull&Bear, Reserved czy Bershka można było kupić za max 30 PLN. Dzisiaj ceny nie schodzą poniżej 50 PLN.
Takie podwyżki uzasadniałyby wprost proporcjonalne zarobki, jednak one nie wzrastają. 
Często, niestety, z wysoką ceną jakość nie idzie w parze. Większość ubrań pochodzi z krajów tak zwanej "taniej siły roboczej". Kiedyś były to głównie Chiny, teraz również Kambodża, Bangladesz, Indie, Turcja, Indonezja. Europejskie miasta, takie jak Paryż, Mediolan czy Londyn, uznawane za stolice mody, niewiele mają wspólnego z produkcją ubrań. Skupiają się na projektowaniu i promowania trendów. Produkcja w jakimkolwiek europejskim państwie jest już rzadkością. 
Mówiąc otwarcie i szczerze: płacimy za metkę, nie za jakość. 
Dlatego, ja, polecam ubrania z lumpeksów, w których za często markowe rzeczy zapłacimy nawet połowę mniej, a także kolekcje sklepów ogólnospożywczych. Chociaż brzmi to absurdalnie to ubrania sprzedawane w np. Auchan, Tesco czy Carrefour są w przystępnych cenach, a jakościowo są porównywalne z kolekcjami firm sieciowych.  


Już ostatnio pokazywałam Wam buty zakupione w Auchan oraz marynarkę i sukienkę z lumpeksu
Dzisiaj chciałam pokazać kolejne dwa ubrania zakupione w "spożywczakach" ;) oraz przedstawić nową kolekcję firmy F&F produkującej dla Tesco. 


Sukienka zakupiona w Auchan za ok. 30 PLN




F&F dla Tesco ok 35 PLN











XoXo,
B.

2 komentarze:

  1. ahh ja także nie lubie przepłacać, dlatego lumpeksy to dla mnie istny raj :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech, pamiętam jak kilka lat temu kupowałam np. w H&M dużo ubrań - wiele do dziś wygląda świetnie. Natomiast rzeczy kupione w ostatnich miesiącach po kilku praniach prezentują się beznadziejnie :/ Tyczy się to też wielu innych sieciówek, a szkoda...

    OdpowiedzUsuń