niedziela, 25 listopada 2012

Happy Ever After


Od mamy nauczyłam się używać zwrotu "jeść nie woła" w odniesieniu do odkładania niezliczonej ilości ubrań w szafie. Co jakiś czas staram się ogarnąć swoją garderobę i zrobić solidną segregację rzeczy, ale nigdy nie kończę sukcesem. I takim sposobem moje ciuchy - grzecznie, czyli nie wołając o jedzenie - zalegają na dnie.
Później i tak zawsze krzyczę, że nie mam się w co ubrać, a co gorsza ubrania nie mieszczą mi się w  szafie. Domownicy nie mogą tego znieść, ale w tym szaleństwie jest metoda, bowiem często zdarza się, że wracam do fasonów z poprzednich sezonów.
Innym sposobem jest przeglądanie szafy innych członków rodziny. W ostatniej stylizacji K. wykorzystała sweterek znaleziony u babci. To co pisze nie jest niczym odkrywczym.
Zakładam, że większość z nas tak robi. Poza tym to mniej więcej z tych samych powodów chętnie odwiedzamy second-handy i sklepy vintage.
Powiedzmy sobie wprost: moda wraca! Bezustannie projektanci czerpią inspirację z wcześniejszych sezonów, czy nawet epok. To nie to samo, co "klasyka klasyki", ponieważ niektóre z tych ubrań modne są tylko czasowo, by za kilka lat znów powrócić na jeden sezon. Przykładem może być kolor miętowy. Jeszcze rok temu niewiele z nas wyobrażało sobie ubrania o tej barwie. Nie był to wyznacznik znajomości trendów, jednak w teraz bum! Mięta zawładnęła światem mody. Początkowo myślałam, że jest to zupełna nowość, zdanie zmieniłam gdy zajrzałam do niezastąpionej szafy babci. Znalazłam w niej kilka bluzeczek i sweterek w tym kolorze, które leżały gdzieś na dnie, bo wyszły z obiegu. Moda powróciła, by w następnym sezonie znów odejść. Szał na miętę już się uspokoił, ale to nie oznacza, że za kilka lat nie powróci.
Kończąc ten przydługawy wstęp, chciałam zwrócić uwagę na powtarzalność trendów pokazując Wam serię moich inspiracji z lat wcześniejszych. Zdjęcia przedstawiają różne stylizacje, na które bez wahania zdecydowałabym się dziś, mimo dobrych kilku (lub kilkunastu) lat dzielących je od 2012 roku.

PS Zauważcie, że jedynie buty uparcie idą do przodu i projektanci nie chcą wracać do starych fasonów. 

środa, 14 listopada 2012

Broken vow



Nikogo nie zaskoczę, jeśli powiem, ze kocham klasykę. Czytając bloga, doskonale mogliście się o tym niejednokrotnie przekonać. Ostatnio do mojej szafy trafiły dwie nowe klasyczne rzeczy, po pierwsze mała czarna (kolejna ;)), po drugie parka.

Koronkowa sukienka to od dłuższego czasu mój numer jeden na liście rzeczy do zakupienia. Nareszcie znalazłam ideał. Lekko rozkloszowana z dopasowaną górą. Cała z pięknej koronki - na wzór zawsze zwracam największą uwagę! A żeby było jeszcze bardziej idealnie, ma pięknie wykończenie na plecach. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia!
I nie ukrywam, że cena też przyczyniła się do tej miłości ;)

Zakup numer dwa to parka. Kurtki tego typu szukam już od dwóch sezonów i dopiero teraz znalazłam zadowalający mnie model. Jestem strasznie wybredna, bo nie znoszę, kiedy zamiast "militarnie" wygląda się w niej, jak w worku. Do wysokich nie należę, dodatkowe kilogramy mam tu i tam, także znalezienie tej jednej jedynej o odpowiednim kroju, nie było łatwym zadaniem.
Ta którą wybrałam, ma idealną długość i kolor. Jest dokładnie taka o jakiej marzyłam, także moje ostatnie zakupy zaliczam do stuprocentowo udanych :)

Co do samej stylizacji, postanowiłam połączyć klasyczną małą czarna z nieelegancką kurtką. Lubię takie przełamywanie stylów. Dzięki temu look staje się bardziej codzienny. Komin także łagodzi styl sukienki, natomiast kopertówka dodaje jej szyku.
Łączenie, mieszanie i dobieranie - to to, co lubię najbardziej :)
Tak żeby było klasycznie, ale nie monotonnie.

O kozakach pisałam już jakiś czas temu (patrz: autumn shoes), teraz macie okazję zobaczyć je w stylizacji. Mogę śmiało powiedzieć, że to dobry zakup. Póki co buty sprawują się nienagannie. Niemałe pieniądze, które na nie wydałam były tego warte!
I ostatnia kwestia, zakolanówki. Zeszłoroczny trend, jakoś przeszedł  bez echa w mojej szafie. Zachwycałam się cudzymi stylizacjami z nimi w roli głównej, jednak sama nie odważyłam się na zakup. Zdanie zmieniłam w tym sezonie. Co jest tego przyczyną? Sama nie wiem. Mam jakąś niecodzienną manierę zakochiwania się w czymś, co powoli wychodzi z mody. Nie powinnam głośno o tym pisać, jeśli nadal chcę prowadzić bloga ;) , ale faktycznie jest w tym ziarno prawdy. Nie można przecież ukryć, że zakolanówki nie świecą już triumfów - co też nie znaczy, że przeszły do lamusa - a ja dopiero teraz się na nie decyduję.
Być może prawda jest bardziej prozaiczna, bowiem przekonałam się na własnej skórze (dosłownie!), jak  potrafią ogrzać ;) Dla zmarzluchów to świetne rozwiązanie.
W związku z powyższym pozostaję w przekonaniu, że do sukienek i spódniczek, na jesienne i zimowe dni, zakolanówki mogę zakładać, nawet jeśli już nie są "ostatnim krzykiem mody" ;) , bo przecież nieraz ważniejszy jest komfort, a nie samo podążanie za trendami.


poniedziałek, 12 listopada 2012

Sweet Nothing




W świecie mody od kilku sezonów królują futrzane kamizelki. Są ciepłe i eleganckie (moją prezentowałam w poście "bridge"), jednak dzisiaj chciałam pokazać Wam wersję puchową. Jest mniej glamour, więc pasuje do codziennego i niezobowiązującego stroju. Na kapryśną jesienną pogodę jest idealna.
Perfekcyjny look na długie spacery.

Postawiłam na stonowaną kolorystykę i ulubione workery. Skórzane legginsy dodają charakteru.
Całość dopełnił sweter znaleziony w szafie babci! :)
Swoją drogą, czy i Wy sięgacie do garderoby mamy, lub właśnie babci, w poszukiwaniu inspiracji? Mnie w takich  momentach zawsze zaskakuje, jak moda potrafi się "powtarzać" i że ubrania ponadczasowe naprawdę istnieją!




środa, 7 listopada 2012

Harper's Bazaar - 145 lat mody



Czy magazyn Harper's Bazaar naprawdę trzeba komuś przedstawiać?
Mam nadzieję, że nie, jednak pro forma pozwolę sobie odświeżyć kilka informacji...
W Stanach wydawany jest od 1867 roku i był pierwszym czasopismem o modzie (dla porównania - pierwszy Vogue wydany został w 1892 roku).
Redaktorzy mają powód do dumy, bowiem prowadzić pismo przez 145 lat to naprawdę duży sukces!

W ramach rozwoju poszerzono działalność o nakład w innych krajach, min. Japonia, Rosja, Hiszpania, Czechy, Wielka Brytania czy Indie.
Teraz przyszedł czas na Polskę! 

Jakiś czas temu blogi zawładnął temat pierwszego polskiego wydania Harper's Bazaar. Sprawa jest jednak nieco skomplikowana, bowiem owo "pierwsze" wydanie wcale nie było pierwszym, a raczej zerowym. Regularny nakład pojawi się dopiero w lutym 2013 roku, a wraz z nim prawdziwy pierwszy marcowy numer. "Zerówka" wysłana została do określonej grupy ludzi, potencjalnych przyszłych czytelników. Nieosiągalna na ogólnodostępnym rynku. Nasz blog nie jest na tyle znany, by wysyłano nam ograniczone ilością pierwsze wydania nowych magazynów (może kiedyś ;)) jednak teraz, kiedy upłynęło trochę czasu od premiery czasopismo można zobaczyć na oficjalnej stronie internetowej ( http://www.harpersbazaar.pl ).
Wystarczy dołączyć do klubu VIP i można podziwiać "zerowe" wydanie Harper's Bazaar !


Oczywiście, jak tylko dowiedziałam się o możliwości szybkiego i darmowego przeglądnięcia gazety, zaraz zalogowałam się na witrynie i pochłonęłam lekturę. Dla Was przygotowałam kilka zdjęć i mały komentarz :) 

sobota, 3 listopada 2012